Nie do przecenienia są spontaniczne reakcje osób bliskich na rozmaite „wytwory” umysłu, duszy, uczuć i (czymkolwiek by był) talentu, ich przyjaciół, krewnych, powinowatych, podlegających kategoriom artystycznym.
Osoby te zwykle są skłonne oddzielać życie od sztuki, szanując wszakże jej istotność i ważność, ale nie na takim poziomie, na jakim istotne i ważne są na przykład wyniki badań krwi, kału czy moczu.
Zwracam uwagę na bliskość, bo i serdeczne spoufalenie stawia w takiej relacji osobnika (który powinien mieć na pieczy odpowiedzialność wobec „życiowych powinności”) na pozycji przegranej, gdyż podporządkował się czemuś „większemu od życia”.
Takie spojrzenie na hiperboliczne zatrudnienia „natchnionych” pozwala im niekiedy ostrzej dostrzec różnicę między mniemaniem o swoim urzeczywistnieniu sensu a prawdziwym sensem tego urzeczywistnienia. W sztuce. W sztuce życia. W której wyrzuty sumienia nie są odrzutami cierpienia zadanego niechcący w najlepszej intencji przez kochających.
© Bogusław Kierc