Zaskoczyło mnie francuskie tłumaczenie początku „Danaid” Mickiewicza. Ten sonet zaczyna się słowami „Płci piękna!”, co tłumacz (przemilczę tutaj jego nazwisko) oddaje jako „Beau sexe!”.
Konfuzja obudziła we mnie czytelnicze emocje pierwszych lektur Sonetów. I, zdumiony, uświadomiłem sobie, że czytałem je wówczas bez jakiegokolwiek przełożenia na doznania zmysłowe. Nie przyswajałem sobie ich – jeśli tak to można określić – ejdetycznie. Tak, jakieś obrazy uwydatniały się w moich pamięciowych „utrwalaczach”, ale były literacko (nie wiem, czy – poetycko) „równoległe”. Nawet nie „beau sexe” jako płeć piękna.
Jak mogły nie rozbudzić moich zmysłów choćby „Stepy akermańskie”? Takie rewelacje, jak te: „Słyszę, kędy się motyl kołysa na trawie, // Kędy wąż śliską piersią dotyka się zioła”. – ?
A przecież bardzo wcześnie, bo przed dziesiątym rokiem życia, byłem rozbudzony poetycko. Nie umiałem jeszcze wcielać się w słowa?
© Bogusław Kierc