Gdyby z tego „poruszenia woli” zrobić „mowę wiązaną” – coś jak Morsztynowe „emblema” – mogłoby to wyglądać tak:
Ledwie ujrzana w okamgnieniu, obok,
nad umywalką przy tej, co się myłem
przed jednym lustrem dla obu, osobo
niewidzialnego, która swoje miłe
zjawienie pięknie zechciałaś w chłopięcy
wdzięk oblec, blisko, że chyba już bliżej
nie można było i nawet sam więcej
też bym nie pragnął; raczej bym się wyrzekł
pragnienia, żeby widzieć cię takiego,
jak się zjawiłeś: z obnażonym ciałem
proroka, który nie doświadczył tego,
co przecież bywa niekiedy udziałem
takich młokosów (bo wierzę, że sobie
nie zadawałeś miłosnych podrażnień),
więc, widząc ciebie jako czysty obiekt
upodobania, patrzyłbym uważniej.
© Bogusław Kierc