Nachodzi mnie czasem pokusa, by w miejsce bazgrołów wprowadzić zgryzoty. Jednak możliwość tak jednoznacznego dzielenia się z bliźnimi moimi zgryzotami wydaje mi się niestosowna, ponieważ przydawanie własnych zgryzot ich zgryzotom widzę jako niegodne i sprzeczne z szacunkiem należnym im choćby z tego powodu, że są. I że każdy z nich jest jedynym takim tutaj. Skrywam więc swoje zgryzoty i z czułością myślę o zgryzotach nieznanych mi, mijanych, albo spotykanych w autobusie czy w pociągu. Cierpię siebie ich cierpieniem. Myślanym, współ-odczuwanym tyle, ile potrafię być sobą w nich.
© Bogusław Kierc