Nieunikniona fragmentaryczność wszystkiego. I nie tylko „zawsze fragment” Różewicza, czy kadrowanie w malarstwie Czapskiego, albo ciało w miłosnych zbliżeniach. Kwantyfikacje duszy u Mickiewicza, ułamki, sekundy. Czy rzeczywiście w błysku iluminacji dostępna jest całość? Czegokolwiek?
Młodzi ludzie chodzą w „dziurawych” dżinsach. Taka moda. To ma być jakoś tam „podniecające”. Nie wiem, czemu kojarzy mi się ze starą ryciną przedstawiającą pielgrzyma przebijającego się przez sklepienie nieba. Do Całości? Do pomyślenia o Całości? Dziury w dżinsach „udostępniają” możliwość nagości? „Całej”? Przecież zawsze niemożliwej do objęcia. Zawsze fragmentarycznej.
© Bogusław Kierc