Próbując się oczyścić, czy ledwie – otrzepać z nasłuchów „przekaźnikowych”, gapię się na naiwność kwitnienia i słucham popiskiwań i świegotów, mając świadomość cząstkowego bycia i zdumiewając się, że to, co jest, jest takie, jakie jest, czyli: takie, jakie mi się wydaje, że jest. I nagle to „przekaźnikowe” okazuje się ta tragicznie śmieszne i wulgarnie przerażające, jak muzycy grający do końca na tonącym „Tytaniku”. Niezatapialnym. A tamto, naiwne, kompromituje byle błyskiem, byle poświstem moją pychę Wiedzącego Więcej. O co? O nic.
© Bogusław Kierc