Nie chcę urazić niczyjej wrażliwości, ani przekonań o sensie tego, co robią, wspominając zmarłych (a przecież – przeznaczonych do życia wiecznego). Ubolewam nad tym, co widzę jako przyszły śmietnik (monstrualny): te potworne – z roku na rok – wypindrzone znicze, sztuczne kwiaty, które wkrótce staną się piramidą śmieci na cmentarzach. Już nie mówię o potworności tych kiczowatych zniczów, nabijających kasę żałosnych projektodawców. To nieprzyzwoitość chroniona przez tradycję. Jaką tradycję?
W czasach mojego dzieciństwa na mogiłach zapalano świeczki, albo takie płaskie „foremki”, jakich dzisiaj używa się do podgrzewania czajniczków z herbatą.
Dzisiejsza pycha „wystawności” zniczów i sztucznych kwiatów (przeczących żywości, która była istotą ich składania na grobie) oburza mnie i przygnębia.
© Bogusław Kierc