Opróżniam z mamą sześciopak piwa. Niepokoi mnie ta bliskość, jak każda inna zresztą też.
W drucianym, biurowym koszu puste puszki. Mam ochotę je wybrać, odpowiednio wykroić i zrobić swoją małą armię. Nie mogę, bo podarowałam sama już nie pamiętam komu, swój czerwony sprężynowiec buffalo – w nagłym afekcie.
– Dopiero co miałam 40 lat i obserwowałam w Ciechocinku jaskółki – mówi matka.
– Należałoby wziąć nóż i o tutaj – przesuwa palcem od tego ciepłego wgłębienia w szyi, przez mostek i dalej w dół… – rozciąć. Wtedy można by było sprawdzić ile tak naprawdę mam lat, wewnątrz siebie.
© Izabela Szolc