nowości 2026

Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo

Maria Jentys-Borelowska Moja Eliza

Konrad Liskowacki Pomurnik

Tomasz Majzel Święty spokój

Anna Maria Mickiewicz Po Sokratesie. Wiersze nie tylko filozoficzne

Gustaw Rajmus Angst

Karol Samsel Autodafe 9

Krzysztof Wacławiec W Pasie Oriona

książki z 2025

Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta

Jan Drzeżdżon Rotardania

Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]

Tomasz Hrynacz Corto muso

Jarosław Jakubowski Żywołapka

Wojciech Juzyszyn Efemerofit

Bogusław Kierc Nie ma mowy

Andrzej Kopacki Agrygent

Zbigniew Kosiorowski Nawrót

Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach

Artur Daniel Liskowacki Zimno

Grażyna Obrąpalska Poprawki

Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny

Uta Przyboś Coraz

Gustaw Rajmus Królestwa

Rafał Sienkiewicz Smutny bóg

Karol Samsel Autodafe 8

Karol Samsel Cairo Declaration

Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania

PONIEWCZASIE. Ryś-Kolankowska Maria

2025-03-16 11:51

RYŚ-KOLANKOWSKA MARIA (ok. 1929-2011). Wywózka z Żółkwi w czerwcu 1940 roku („bezpieczna cisza czerwcowej nocy z 28 na 29 zawiodła nas”), od kilku dni siedzę nad relacją Marii Ryś-Kolankowskiej: „Jakaś pani wyniosła pudło z kapeluszami, inna prowadząca pod rękę staruszkę, w drugim ręku trzymała pustą klatkę na ptaki. Samochód napełniał się ogłupiałymi ludźmi, płaczącymi dziećmi, powtarzającymi coś bez ładu i składu kobietami. Żołnierze zaczynali być groźni, upychali kolbami stłoczoną ponad miarę gromadę, wyrzucali bagaże, kłuli bagnetami starych, nieporadnie gramolących się ludzi. (...) Byli również tacy, którzy jechali z dziećmi bez żadnych pakunków, kobiety w nocnych koszulach, mężczyźni w piżamach”.
Relacja niewątpliwie istotna (profesor Andrzej Cwojdziński: „nakazałbym, aby ta książka stała się obowiązkową lekturą w szkołach średnich”), choć dla mnie każda sybiracka relacja wydaje się wybitna (Ida Ilińska-Kaszowska: „nic mnie nie obchodzi, że styl autorki jest być może mało literacki”), z każdej relacji potrafię uszczknąć dwa lub trzy przydługie fragmenty: „Z baraków wysypują się ludzie, biegną ku nam, robi się już mrok, nie rozumiemy, dlaczego ci ludzie biegną, a nie idą. Wołają, gestykulują, gdy się zbliżyli, słyszymy, że krzyczą po polsku. Byli to Polacy z lutowych transportów. (...) Polacy, których zastaliśmy, byli prostymi ludźmi, wywiezionymi ze wschodnich terenów Polski, nie kułacy ani bogacze, lecz wiejscy ludzie (...)”.
Odechciewa mi się dziś „Rymów” Jana Czubka, rezygnuję z „Rymów”, mimo że jestem ich diablo ciekaw.

Maria Ryś-Kolankowska: „Widziane oczyma dziecka. Tajga-Kazachstan (1939-1946)”. Wydawnictwo Platan, Kraków 1999, s. 246

[25 I 2022]
© Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki