ETD. Z antykwariatu wziąłem powieść Jerzego Putramenta, posiedzę sobie nad Puciem. Jerzy Putrament pisał, że jest synem spolonizowanego Litwina i zruszczonej Polki, było to dla mnie bardzo poruszające wyznanie. Przy moich rodzinnych komplikacjach, które nie ułatwiały mi życia.
Rozmyślam ostatnio nad polszczyzną mojej unickiej matki („chustyna”, „ludyna”, „chwyłyna”, „kotyna”, „detyna”), nad dziko zachwaszczoną polszczyzną mojej matki Hrudnychy, a przecież za każdym razem nieodmiennie piękną. Wróciły do mnie jej „ciupata” (małe kurczęta, pisklęta), o których wszakże zdążyłem zapomnieć.
[25 I 2019]
© Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki