Potem znikały ściany, najpierw balkon pozbył się osłaniającej ścianki i stało się na powietrzu, padał deszcz, ludzie wychodzili z domów i znikali, znowu wychodzili, znowu znikali, wiele było zniknięć, wiele deszczów, mieszkanie puste, bez wewnętrznych ścian między pokojami, pozostało tylko małe obniżenie podłogi, szczelina, skąd prowadziły gdzieś schodki zarzucone gruzem, fragmentami żelastw, poczerniałych drewien oderwanych od rzeźb, które mogły być kiedyś dekoracją lochu, przestrzeń nie zapomina swoich ruin ani metamorfoz, zawiera je wszystkie, w czerni i w świetle sny zachowują wszystko, zarówno przeszłość, jak i przyszłość.
© Marta Zelwan