Jeśli wszystko dlatego się stało, że sen Jonatana rzucił się cieniem na całą Pergamonię, to w końcu nadszedł wielki Abraham z ogromnym toporem na ramieniu, aby go obudzić, wielki Abraham idzie po moście słonecznym, tylko on potrafi zatrzymać to niesamowite przedstawienie, to misterium, w którym czytelnik bierze żywy udział, bo zostawione jest mu jego miejsce.
W Wielkiej Pergamonii, która nie ma serca, brakuje po prostu kogoś, kto by je miał.
Trwa tu wieczne lato, rosną poziomki, czasem pada deszcz.
Prawdziwe niebezpieczeństwo polega na tym, że nie mamy czym napisać słowa „koniec”, mówi przebudzony Jonatan, to nie ma końca, wierzę mu.
© Marta Zelwan