16 czerwca 2017
Oko otwieram. Siódma wydzwaniana przez kościelny dzwonek. Tutejszy, krzyżacki.
Na Kujawy ciechocińsko-aleksandrowskie mam dziś jechać z ojcem i jego siostrą Manią, a moją ciotką i matką chrzestną. Podróż miała być dawno odbyta. Odłożyła się, uleżała, no i teraz mamy popatrzyć w stronę Białkowskich, bo to rodzina mojej babci Zosi, która przeżyła lat 96 i zmarła w czerwcu 2015, pochowana na starym cmentarzu w Ciechocinku. Ale też zerkniemy w stronę Wróblewskich, bo to rodzina dziadka Józefa, który przeżył lat 84 i zmarł w marcu 1999, pochowany na starym cmentarzu w Ciechocinku. Oni wszyscy są za miedzą. Dwa kroki samochodem od Torunia i będziemy na Kujawach.
Z Violą do Ciechocinka od czasu do czasu zajeżdżaliśmy bez ceregieli. Tam mojej pół rodziny leży po grobach. Dawne sprawy sobie przypominaliśmy, ale teraz to co innego – na prowincję kujawską mamy lecieć, po zakamarkach się obetrzeć, na ludzi i zielsko popatrzyć. „Kujawiaczek jeden miał koników siedem, pojechał na wojnę, ostał mu się jeden”.
© Maciej Wróblewski