nowości 2026

Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo

Maria Jentys-Borelowska Moja Eliza

Konrad Liskowacki Pomurnik

Tomasz Majzel Święty spokój

Anna Maria Mickiewicz Po Sokratesie. Wiersze nie tylko filozoficzne

Gustaw Rajmus Angst

Karol Samsel Autodafe 9

Krzysztof Wacławiec W Pasie Oriona

książki z 2025

Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta

Jan Drzeżdżon Rotardania

Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]

Tomasz Hrynacz Corto muso

Jarosław Jakubowski Żywołapka

Wojciech Juzyszyn Efemerofit

Bogusław Kierc Nie ma mowy

Andrzej Kopacki Agrygent

Zbigniew Kosiorowski Nawrót

Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach

Artur Daniel Liskowacki Zimno

Grażyna Obrąpalska Poprawki

Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny

Uta Przyboś Coraz

Gustaw Rajmus Królestwa

Rafał Sienkiewicz Smutny bóg

Karol Samsel Autodafe 8

Karol Samsel Cairo Declaration

Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania

MACHNIĘCIA, Orgazm oraz Bałtycki 5

2018-05-09 14:42

10 lutego 2017, 2

Numerem 67 na plażę. Słońce i wiatr. Zalegająca zielona łopatka wbita w piach. Fale się w morzu bujają. Statki jakieś. Spacer z mrożeniem nosa i patrzeniem na Bałtycki lepki i czysty. Viola mówi, że smród czuje, jakby nieczystości ktoś ciągnął. Może i tak, bo to koniec Polski Bałtycki. Róg, fajka, zawijas. Z plaży numerem 66 Hel. Tu inny świat, trochę zakopiański. Mija nas dwóch narciarzy. Za nimi truchta pies i małe dziecko. Śnieg wokoło, iglaki, słońce i zapach zimy zmieszany z letnimi powidokami. Stacja IMiGW zaprasza na dmuchaną i predylekcyjną herbatę. Rezygnujemy. Viola z głodem namawia mnie na obiad. Wchodzimy przypadkowo do tej samej Keczi co 2 lata temu. Ja jestem w śledziu śmietanowym i żubrówce, Viola wchodzi w solę i białe wino. Smakujemy, cmokamy, ciamkamy. Oddychamy spokojnie. Luz. Kelnerka z zapchanym nosem. Trochę smarkula. Potem nachodzi familia z ciężarną matką. Sympatyczni młodzi ludzie biorą 4 pomidorówki, o które upomina się chłopczyk – dość rezolutny, wygadany, układny. Ma takie same galotki niebieskie jak jego siostra, która posmakowała już ze czterech lat szkoły. Chłopiec wypatruje pomidorówki, krząta się i kręci obok nas. Mnie to jego wypatrywanie głupawe, jak to u dzieci, drażni. Patrzę na niego i grożę palcem. Zmiata do familii. Wychylam ostatnią żubrówkę smakującą jak lato zimą.

Zachodzimy do portu. Rybitwy i mewy szarpią świeżo odciętą głowę łososia. Resztki murali i haseł sprzed pół wieku: MORZE ŻYWI I BOGACI. Kutry bezludne kołyszą się lekko, powiewają zmitrężonymi banderami. Rybitwy i kaczki srają na ich burty. Taki Marlow mógłby czasem przeżyć zimę w porcie helskim. Siedziałby w zamkniętej na kłódkę knajpce „Sen bosmana” pośród sterty kartonów po lodach świderkach, na przewiązanych łańcuchem plastikowych krzesełkach i gadał o tym, co w życiu bałtyckich fok pociąga go najbardziej.

© Maciej Wróblewski