Wynotowuję z pamięci pewną żelazną rurkę, którą zatopiłem w dwóch garnkach z cementem: w ten sposób zrobiłem sobie kiedyś moją pierwszą sztangę. Miałem 12 lub 13 lat i uznałem, że pora być mężczyzną, pora zacząć mocować się z życiem, z jego ciężarami.
Inny obrazek z praczasu: Zimne spojrzenie pradziadka Jakuba Cisły, na olejnym portrecie, wiszącym w dużym pokoju naszego olsztyńskiego domu. Któregoś razu chwyciłem wiatrówkę i przestrzeliłem pradziadkowi to spojrzenie (dosyć celnie). Tatuś sprał mnie za to po buzi. Wtedy jedyny raz w życiu podniósł na mnie rękę.