Po operacji zaćmy to, co dotąd widziałem, widzę jako żywsze. Pojęcie żywych kolorów jawi mi się szczegółowo – niemal w każdym źdźble trawy i kropli rosy. Widzę także swoją starczą twarz w lustrze, porysowaną kreskami zmarszczek, których dotąd tak wyraźnie nie spostrzegłem. Ale nie te uszczegółowienia ekscytują mnie najbardziej . Uszczęśliwia mnie świetlistość wszystkiego, co widzę; „pochodzenie od światła”. Cieszy mnie moja światłoczułość. Jej erotyczna zachłanność. Zakochanie w świetlistości Wszystkiego. Pożądliwa chciwość bycia.
© Bogusław Kierc