Są miejsca, w których szczególnie mocno odczuwam każdą niewierność temu, co konstytuuje mnie w mojej świadomości jako tożsame ze mną ja, bo chyba nie – identyczne. „Wątły, niebaczny, rozdwojony w sobie”, boleję nad swoim nie dorastaniem (etycznym) do obszerności krajobrazu, ludzi i rzeczy w nim, które urzekają mnie swoim bezpośrednim pięknem.
Wiem, że winien mu jestem (tak pojętemu pięknu) swoją aktywną przejrzystość, to znaczy zdolność sumienia do „nie przeszkadzania” temu, co objawia się moim zmysłom, myślom i uczuciom. Aktywność rozumiem tutaj jako: jestem tobie. Podobnie mógłbym powiedzieć: kocham tobie. „Błogosławieni czystego serca!” Piękno zobowiązuje.
© Bogusław Kierc