Inwazja książek. Setki tomów na ścianach, na kanapach, na podłodze. Podczas przemeblowania są przenoszone i segregowane. Odkurzane. Wydaje się, że jest ich za dużo. Ale i tak przybywa ich coraz więcej. Nie do opanowania. Brane pojedynczo, upominają się o swoją wyjątkowość, uzasadniają duchową, ale i zmysłową obecność swoich autorów. Żywa obecność duchów i masa papieru. Świadomość, że do przeważającej części tych książek już nigdy nie zajrzę. Nie zdążę, choćbym się uparł. Dają mi to do zrozumienia. Przybliżają mnie do śmierci. Przeżyją mnie. W jakichś żywych rękach, albo w płomieniach. Przed czyimiś oczami, albo w gruzach.
© Bogusław Kierc