Nie pamiętam, kiedy już mnie to „naszło” tak intensywnie. Oglądałem dokumentalny film o umieraniu dyrygenta chóru męskiego. Film znakomity, pięknie i dyskretnie ukazujący siłę życia i mocny sens istotnego wspierania się w przyjacielskiej wspólnocie. A jednak stale mnie dręczyła świadomość, że po drugiej stronie tego, co widzę, jest ekipa realizująca ten film. Że – mówiąc bez ogródek – i oni i ja jesteśmy podglądaczami. I za tą konstatacją poszły wątpliwości dotyczące wszelkich sztuk wizualnych i nie tylko tych, bo i muzyka też temu podlega. Czemu? Udostępnieniu podglądania. Ale myśląc tak, wiem, że przeginam.
© Bogusław Kierc