Zdarzyło mi się coś, do czego wstydzę się przyznać. Przez dwa tygodnie, codziennie pisałem wiersz, a czasem – dwa. Poddane rygorom formalnym, a zarazem – spontanicznie w tych rygorach bujające. Niby nic w tym dziwnego, ale ja sobie nie narzucałem żadnej dyscypliny „pisarskiej”, żeby każdego dnia coś tam notować.
Wiem, że pisanie wierszy jest rodzajem sekrecji. Nie tylko duchowej czy intelektualnej, lecz także – fizjologicznej. Intymność tego wydzielania zawstydza mnie, jakbym był przyłapany na czymś niestosownym („nieskromnym”),co jednak bliskie jest przyjemności. Chcianej.
© Bogusław Kierc