Żeby już zakończyć te dywagacje o ciele, wpisuję jeszcze taki wariant:
Tak samo, albo jeszcze wyraziściej goło,
niż przed czasem i jego przestrzeniami, w których
rodzili się, żenili, zabijali, byli
brani do nieba, marli, oblepieni smołą
niepamięci; to ciało, świetlistym konturem
obwiedzione w łazience, chyba się w tej chwili
stało – na okamgnienie wiary w raje – ciałem
uwielbionym; to, które igrało, rodziło,
opłakiwało zmarłych, czuło się niczyje;
w tym błyskawicznym teraz naiwnie widziałem,
ugodzony przez starą i nierdzewną miłość,
jak w nim wiekuistego źródło światła bije.
© Bogusław Kierc