Ale tak można bajdurzyć o cierpieniu, kiedy się je ma „na odległość”. Nawet na tę najbliższą, na wyciągnięcie ręki. Inaczej dolega, gdy się trzeba zająć jego „brudami”.
Mijam sale szpitalne z otwartymi drzwiami i czuję się uzurpatorem własnego (to nic, że czasem – nadwątlonego) zdrowia.
Kiedy bywałem po tamtej stronie otwartych drzwi, jako chory pacjent, odwiedzający byli dla mnie często osobami z urojonej rzeczywistości. Nie zazdrościłem im tego, ani nie miałem za złe ich urojeń. Przeciwnie – pragnąłbym się bawić razem z nimi w tę krótkotrwałą ułudę rzeczywistości.
Mój umierający sąsiad z łóżka naprzeciw, chciał mi ofiarować zbiór pism sportowych, którymi się fascynował. Ja mu dałem jasiek pod głowę.
© Bogusław Kierc