Ta całkiem inna Sprawa to rodzaj transgresyjnego metaforyzowania siebie w owej ekstatycznej sekundzie (czy – nanosekundzie); mgnienie bycia t a m, kiedy równocześnie jestem t u, ale – bycia t a m, gdzie ty, ujrzany (ujrzana) – wywidziany (wywidziana) – właśnie Stamtąd.
Ujrzenie ciebie w tym samym lustrze, w którym widzę siebie – siebie jako „widmo świetlne” – jest efektem przerzucenia (przeniesienia), a właściwie mgnieniem spełniającego się pragnienia czy tęsknoty, żeby być widzialnie z tobą w tej samej materii obrazu, jaką tutaj jest lustro.
Inaczej mówiąc – nasze oba „widma” są z tej samej (w tej samej) materii lustra.
W micie Narcyza jest jeszcze coś, co wydaje się mało uwydatnione, to mianowicie, że „obiekt” miłosnego pragnienia jest tworem wody i światła. W tym sensie jest „widmem”. Naiwne spojrzenie Narcyza natyka się na ruchomy obraz, odzwierciedlający (!) jego afektywne napięcie bycia ku, czy – bycia dla. Chcę być ku tobie, chcę być dla ciebie.
To poruszenie woli jeszcze nie jest miłością, ale ma w sobie pierwiastek miłosny.
© Bogusław Kierc