Przedziwne, bo jakoś odczuwam to kochanie Fruzi i nie wiem, czy ten fakt coś przysparza jej byciu, czy byciu tego, który wypisał swój afekt na murze. Nie znam ani jego, ani jej; oboje są mi bliscy w tych porannych odczytywaniach. Bliższy mi jest ten, który kocha Fruzię, niż ona, przez niego kochana, bo mocniejszy jest we mnie dynamizm kochania, niż pragnienie bycia kochanym. Oboje są w pewnym sensie fikcją, ale przecież gdzieś istnieją nie fikcyjnie i moja dla nich sympatia też nie jest fikcyjna. To co – jest jakaś przestrzeń duchowej emanacji, jakieś minimalistyczne oddziaływania „napisanego”, wywołujące odczuwalną obecność?
© Bogusław Kierc