Z miejsca, gdzie najczęściej czytam i piszę, widać balkon z ażurową balustradą. Między prętami rozpięte sznury, na których dwoje młodych zwykło rozwieszać pranie. Czasami pościel, żeby się wywietrzyła. Tym razem, na „długi weekend”, przyczepili klamerkami biało-czerwoną flagę. Trzeciego maja – na drugim sznurze – rozwiesili szarą powłokę. Te dwa elementy współgrają, „gadają” ze sobą. Doleciał trzeci. Gołąb. Szary.
Pandemia podsunęła komuś pomysł na biało-czerwone maseczki. Były rozdawane. I ochoczo brane. Narodowościowy surrealizm ma się coraz lepiej.
© Bogusław Kierc