Nie dają mi spokoju te „cząstki duszy”, o których mówi Mickiewicz, że je w różnych (ważnych dla siebie) miejscach (i czasach) zostawił. Wierzę Mickiewiczowi i już nie o jego duszy myślę (choć też – często i wiernie), ale o analogiach własnego doświadczenia – z wiarą w nieśmiertelność duszy. Jak pojąć kwantyfikowanie takiej niepodzielnej całości?
Że ta zostawiona cząstka jest „dostępną” widzeniu, odczuwaniu „styczną”? I że nie tyle – zostawiam, ile „udostępniam” tę „cząstkę”, żebym od jej „strony” był „widziany” (zapamiętawany)?
Wielokrotnie słuchałem i widziałem mówiących moje wiersze. Zdumiewało mnie, jak – zwłaszcza bardzo młodzi – „przechwytują” te „cząstki” mojej duszy. A bywało tak, że ta osmoza sprawiała, że przez te „cząstki” widziałem „całość” duszy. Mówili mną? Żyli mnie?
© Bogusław Kierc