Wilgotność duszy nie jest jedynie efektem upodobania w trunkach. Ale i ten stan upojenia sprawiający, że, prowadzony przez młokosa, dureń się potyka. Nazywam go durniem od odurzenia. Jakoś mi się wydaje, że sprawcą tego duru jest właśnie ów młokos.
Gdyby to był saki, czyli – znany (niektórym) z „Saki name” (Księgi Chłopca-Podczaszego), choćby z „Dywanu Zachodu i Wschodu” Goethego – Szynkarczyk. (To akurat spolszczenie nie bardzo mi się podoba, bo jaki to szynkarczyk).
Zatem, gdyby to był ów saki, sens upicia i bycia prowadzonym przez młokosa, a także – potykania się i nie rozpoznania drogi odsłania całkiem nieoczywiste, zgoła mistyczne konteksty.
Jak tu gadać z Goethem, z Heraklitem, Izajaszem, Hafizem, Rumim, Szekspirem – przy jednym stole, pijąc to samo wino w Boże Narodzenie?
© Bogusław Kierc