Och, cała ta forma, naczynie na treść. Bez niej wszystko by się rozsypało. Z nią jest znacznie lepiej, ale musi stale pamiętać, by nie być zbyt zaborczą wobec treści. Sama forma jest pusta jak chitynowy pancerzyk ważki i dopiero wspólnie z treścią nabiera życia, wznosi się do lotu. Natomiast sama treść bez formy zdaje się być jedynie ulotną pogaduszką dwóch psiapsiółek przy kawusi albo nawiedzonym bełkotem schizofrenika. Ale to nie całkiem prawda, bo co powiesz, drogi Watsonie, o gramatyce, leksyce i o całym tym językowym bagażu, który siłą rzeczy niesie każda wypowiedź?
© Marek Czuku