Uśmiecham się pod nosem, zdaje się, że używając tego samego mydła czy pasty do zębów nadal potrafię żyć własnym życiem. Na życzenie płakać i wędrować po krawędzi, patrząc na stopy, jak się zatapiają. Gdyby woda podeszła wyżej, co pewnie niedługo nastąpi, należałoby się zastanowić nad zmianą miejsca i ratować co się da. I tak się przechadzamy, wynosząc i wnosząc w życie różne sprawy, od których uciec nie sposób. Nadchodzi oczyszczenie. Prawdziwe. Zastanawiam się, co to znaczy. Ile listów będę musiała napisać, drobnym pismem zapełniać strony, zrozumieć siebie nim w głowie, późną nocą pojawi się kolejny uśmieszek? Później przyśni mi się inny horyzont, zauważę tropy, jakieś niewiarygodne światy.
© Małgorzata Południak