Różowy pieprz, jeżówka purpurowa, kredki karminowe, zwinięte liście. Rulony wyblakłego papieru. Układam mozaiki z wyschniętych much, które nagle opadły na parapet. Właściwie istoty żywe wymazują z natury gatunki wydmuchane wiatrem. Zapisują potomków w odpowiednim kodzie, szczęściu i nieszczęściu, zależy od osobliwości. A później stoję z metaforą w dłoni i zastanawiam się, czyje pragnienia odważam, układam na półkach, trwonię cudze wyobrażenie. Wyobraźnię trawię sepią, doświadczeniem, które replikuje się po każdej przespanej nocy.
© Małgorzata Południak