Wyjeżdżamy, gdzie nie ma żadnych stron, pytań, długich zdań, z których wybierasz powietrze i przebiegające pomiędzy stopami koty. Lekkie piórka. Unoszą się na gorzkich łzach matek. Wmawiamy sobie, że wszystko jest dobrze. Usypiamy z pastą do zębów na ustach o miętowym smaku. Ze skromnego zasobu słów konstruujemy mosty. Wychodzimy nie w porę, przychodzimy za późno. I wcale nie jest lepiej, kiedy jesteśmy dla siebie całym światem, lekkim bytem. Nic nas nie dotyczy, kiedy po burzy ludzie tracą dachy, wszelki porządek. Sprawy nie mają większego znaczenia. Tylko zimne stopy i drżenie palców.
© Małgorzata Południak