Przez chwilę dzwoniło mi w uszach, ktoś mówił: Małgorzato, Małgosiu. Bo widzisz, informacje skręcają się w sentymentalną tutkę, z której ciągniemy na potęgę. Przez ostatnie tygodnie uśmiechałam się „na żywo”, płakałam, miałam serdecznie dość... Odwykłam od ludzi, części świata, nieustającej sztucznej połyskliwości. Przysłaniam się obiektywem, niby jest lepiej, niby pływam w niebieskich migdałach, jednak czuję oddalenie. Okazuje się, że może być jeszcze gorzej, intensywniej, głębiej. Kiedy oddychasz i myślisz tylko o wietrze, czy zamknęłam okna, wyłączyłam żelazko. Jakby było teraz beze mnie. No jak?
© Małgorzata Południak