Dzisiaj czytałyśmy z mamą stare czasopisma. Z dna szafy wybierałam niedotlenione wydania. Fragmenty poezji. W rytmie i rymie, zakłócające zrównoważenie, do utraty przytomności. Pocieszałam się grafikami. Czytałam o sobie i upływającym czasie. Wyróżniałam fragmenty różowymi fiszkami. Świat odpłynął w zatłoczonych pudłach z wieczornym bólem głowy. Jeszcze parę kroków, dotyków po wewnętrznej stronie ud, wszystkie te oczy, uszy i opuszki odciśnięte na mojej twarzy. Mamy wspólną ścieżkę i niedosyt. A wokół kręcili się jacyś ludzie. Niecierpliwi. Czynili jakieś gesty. Wzbudzali strach.
© Małgorzata Południak