Przy porannej toalecie myślę o śnieniu. Tak się zaczyna dmuchanie na zimne. Płaszcz przeciwdeszczowy, kalosze, maska, gumowe rękawiczki. Ostrożność – bowiem codzienność, roznosi się na ustach albo opuszkami palców. Lubi nas gnębić, przepychać się pomiędzy regałami w sklepie, w tłoku, z góry na dół, po schodach, w windach. Podnoszę się na duchu i nie mam sprecyzowanych planów. Jedynie jarski obiad pachnie od kilku minut. Później wydłubiemy wszystkie pestki z jabłek, nie ubrudzimy się przy tym. Z powodu jakiejś odmiany, fartucha, bieżącej wody. Zaraz po przebudzeniu zastanawiam się, kto zaprogramował mój sen, zaplanował życie. Rozpisał jadłospisy.
© Małgorzata Południak