Zatrzymuję się przed domem, gdzie rośnie stara magnolia. Krajobraz pamięci...
A może musimy karmić się przemianami, połączonymi ze sobą odnośnikami i cienkimi nićmi? Sięgając po intensywne słońce, mimo że nikt nas nie woła, nie ponagla, wykańczamy się.
I nie wiem, kto ma rację, dopóki nie spłonie las deszczowy, utonie Paryż, rozsypie się w mak Lizbona. Przejdzie kolejna plaga. Z domu do domu, przeleci strony powieści, teatralnych filmów. Poniżenie. Zaklęci w wizjach materialistów, nie regulujemy odbiorników. Spojrzeć na kawałek życia z pewnego oddalenia. Z wysoka.
© Małgorzata Południak