Na kameralnym małomiasteczkowym festynie dwie panie śpiewają piosenki. Co jakiś czas, między grilowaną kiełbasą a sałatką ktoś, kto jest kimkolwiek, ironizował, podśmiewywał się, naigrywał z niedoskonałości wykonywanych przez nie piosenek.
Wszystkie te osoby, które czerpały przyjemność z ogłaszania złośliwości prawdopodobnie podejrzewały przypadkowe artystki o chęć zaistnienia, o chęć bycia kimś więcej i bardziej... Ja jednak myślę, że o nic takiego się nie starały, że po prostu cieszyły się tym, co robią.
Czy to w ogóle podlega jakiejkolwiek ocenie?
1979*
z czego
składa się
samotność?
z pustki
Ps 1
Naprawdę nie lubię festynów.
Ps 2
Rzadko, ale bywam.
* Maria Duszka, „Freienwill”, Sopot 2012
© Tomasz Majzel