OSTROWSKA RÓŻA (1926-1975). Egzemplarz antykwaryczny tu i ówdzie uszkodzony. Z biblioteki „J. Zelnika”. Nie wiem, kiedy zasiądę do „Mojego czasu osobnego” Róży Ostrowskiej. Z poezją wyrabiam, ale z prozą idzie mi znacznie gorzej. Od kilku tygodni mobilizuję się dla Anny Frankowskiej, dla jej powieści „Przecież to wszystko” (Warszawa 1979).
O Frankowskiej nie mam najmniejszego wyobrażenia, nie potrafię znaleźć o niej podstawowych informacji. Zawodzi Bartelski, zawodzi Jakowska. Zawodzi ETD, autor niniejszych dyrdymałek, który niepotrzebnie ekscytuje się kolejną rewelacją poetycką: „Ojciec, Syn i Duch Święty / Schowani w trzech kątach / Knują coś przeciw czwartemu. // A na środku pokoju przy mlecznej żarówce / Człowiek kopie dziurę do sąsiada / Piętro niżej, czwarte wcielenie jako krowa / Czułości może nie dostanie, ale mleko na pewno”.
Róża Ostrowska: „Mój czas osobny”. Wydawnictwo Morskie, Gdańsk 1977, s. 186
[28 XII 2018]
© Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki