MARCZYŃSKI ANTONI STANISŁAW (1899-1968). Nie zawiódł mnie „Zegar śmierci” Marczyńskiego, choć rozczarowałem się powieścią Anny Kłodzińskiej „Malwina przegrała milion”. Od dziś kocham się w polszczyźnie Marczyńskiego („twarzobicie”, „dłoniościsk”, „wciera”, „jołopskie grono”, „sie wi”, „rozpróżniaczony”). Kocham się w nieprawdopodobnych myszkach („nieborak ma trochę myszki we łbie”) i w równie nieprawdopodobnych chłopyszkach : „– Pofikaj sobie, chłopyszku, pofikaj – zabrzmiał mu nad uchem głos niewątpliwie znajomy, acz niezbyt miły”.
Bodaj pięciokrotnie pojawia się ćmik w powieści Marczyńskiego („skręć se ćmika”), ale przy tych wszystkich nadzwyczajnościach, myszkach i chłopyszkach, nie zapominajmy o sybirakach, na przykład o Edwardzie Sieniateckim (1917-2006).
Antoni Marczyński: „Zegar śmierci”. Omega Sp. z o. o., Warszawa 1990, s. 142
[20 IX 2018]
© Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki