KOZACZYŃSCY. Adela, Antonina i Franciszka Kozaczyńskie z Gródka Podolskiego. Siostry Kozaczyńskie nie uniknęły najgorszych prześladowań w latach 1937-1938, wysłuchajmy opowieści o Franciszce: „Na Sybirze i w drodze powrotnej z Sybiru, czy nawet podczas pobytu w Biełym Kałodcu udawała obłąkaną, to jej dawało gwarancję bezpieczeństwa i tolerowanie jej jako wariatki. Kiedyś mówiła mojej mamie w wielkiej tajemnicy, że dzięki tej metodzie żyje z synem do dzisiaj. (...) Nie przypominam sobie, kiedy Frania wróciła do Gródka Podolskiego i w jaki sposób przyjechała z synem do Polski. Spotkałem ją w 1950 r. w Żaganiu (...)”.
O dziejach Adeli Kozaczyńskiej nie będę się rozpisywał, choć chciałbym wymienić imię jej synka Stasia: „Paromiesięczne dziecko zostało Adeli odebrane i oddane do prijutu, albo w obce ręce. Los dziecka jak dotąd jest nieznany. Natomiast Adelę, jako wroga sowieckiej władzy wywieziono na Sybir, gdzie biedna kobieta przebywała przez kilka lat, prawdopodobnie pracując w kołchozie. Niestety ta wiadomość jest niepewna, ponieważ do końca życia nie opowiedziała nikomu, gdzie była na Sybirze i co tam robiła (...)”.
Męża Adeli Kozaczyńskiej „rozstrzelano za antysowiecką propagandę” w 1937 roku. Zarówno Franciszka, jak i Adela uciekły z miejsca zesłania. Bartoszewski-Wnukowski, syn Antoniny, proponuje nam niezwykłe świadectwo, to nic, że tu i ówdzie chaotyczne. Ale kto z nas, Dyciu, nie potyka się i nie popełnia błędów, zwłaszcza w dyrdymałkach?
Narcyz Bartoszewski-Wnukowski: „Przeżyłem sowiecką katorgę”. Oficyna Wydawnicza Dekorgraf, Żagań 2015, s. 415
[10 V 2024]
© Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki