nowości 2026

Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo

Maria Jentys-Borelowska Moja Eliza

Konrad Liskowacki Pomurnik

Tomasz Majzel Święty spokój

Anna Maria Mickiewicz Po Sokratesie. Wiersze nie tylko filozoficzne

Gustaw Rajmus Angst

Karol Samsel Autodafe 9

Krzysztof Wacławiec W Pasie Oriona

książki z 2025

Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta

Jan Drzeżdżon Rotardania

Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]

Tomasz Hrynacz Corto muso

Jarosław Jakubowski Żywołapka

Wojciech Juzyszyn Efemerofit

Bogusław Kierc Nie ma mowy

Andrzej Kopacki Agrygent

Zbigniew Kosiorowski Nawrót

Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach

Artur Daniel Liskowacki Zimno

Grażyna Obrąpalska Poprawki

Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny

Uta Przyboś Coraz

Gustaw Rajmus Królestwa

Rafał Sienkiewicz Smutny bóg

Karol Samsel Autodafe 8

Karol Samsel Cairo Declaration

Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania

PONIEWCZASIE. Herdegen Leszek

2015-05-03 14:42

HERDEGEN LESZEK (1929-1980). Spodziewałem się bardziej inspirujących wierszy. I nieco mniej rozgadanych. Bo jednak Herdegen nie broni się w utworach dłuższych: „Więc nie przywalę kijem księżycowi. / Więc nie wyliżę do spodu kopalni soli w Wieliczce. // (...) // Więc klepania młoteczkiem / w tę błękitną mgiełkę / nie odwoła nikt. // Więc na pagórku, / który z każdą chwilą błękitnieje, ciemnieje, / zapowiadając śliwkowy, fioletowy już sierpień, / usiąść mam / jak kurza kupa”.
Wszystkim nam może się zdarzyć w wierszu „kurza kupa”. ETD również. Przeczytajmy zatem „Przejście sarny” z 15 sierpnia 1969 roku. Zwłaszcza że „Przejście sarny” pozwala zapomnieć nie tylko o „klepaniu młoteczkiem”:

Ona przechodziła przez Dunajec rankiem,
ja, sklejony z dermą, jadę w autobusie.
Ona, przecierając brązem błękity Dunajca,
napotkała myśliweczka kucniętego w owsach.
Ja nie umiem w ogóle trafić do twojego serca,
ona szła za swym nozdrzem – dunajcowe srebra
rozbryzgując, wzbijając ku naiwnym chmurom.
Ja siedzę w spoconej skrzyni, wśród twarogów i kiełbas,
ona padła u wiklin, chmura
przewróciła się do góry nogami
i komora serdeczna pękła jej na dwoje.
Ja tu jadę samotny, „sportem” oddycham pod sufit.

Leszek Herdegen: „Wiersze”. Wydanie drugie. Wydawnictwo Literackie, Kraków 1973, s. 64

[23 III 2015]
© Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki