nowości 2026

Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo

Maria Jentys-Borelowska Moja Eliza

Konrad Liskowacki Pomurnik

Tomasz Majzel Święty spokój

Anna Maria Mickiewicz Po Sokratesie. Wiersze nie tylko filozoficzne

Gustaw Rajmus Angst

Karol Samsel Autodafe 9

Krzysztof Wacławiec W Pasie Oriona

książki z 2025

Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta

Jan Drzeżdżon Rotardania

Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]

Tomasz Hrynacz Corto muso

Jarosław Jakubowski Żywołapka

Wojciech Juzyszyn Efemerofit

Bogusław Kierc Nie ma mowy

Andrzej Kopacki Agrygent

Zbigniew Kosiorowski Nawrót

Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach

Artur Daniel Liskowacki Zimno

Grażyna Obrąpalska Poprawki

Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny

Uta Przyboś Coraz

Gustaw Rajmus Królestwa

Rafał Sienkiewicz Smutny bóg

Karol Samsel Autodafe 8

Karol Samsel Cairo Declaration

Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania

PONIEWCZASIE. Bernacka-Aulich Maria

2025-05-11 10:35

BERNACKA-AULICH MARIA (1893-1989). Lwowianka i zesłanka; siostra Ludwika Bernackiego, bratowa profesora Witolda Aulicha, który po 1945 roku pozostał we Lwowie i tam zmarł. We Lwowie pozostała również Maria (Marynka) Bernacka, wdowa po Ludwiku Bernackim, wieloletnim dyrektorze Ossolineum.
Wróćmy do sybiraczki Marii Aulich, wywiezionej tym samym transportem, co Sylwia (Sydzia) Urich i jej rodzina (13 IV 1940). Z relacji Marii Aulich korzystam dość często, przyrzekam, że nie zignoruję jej świadectwa („Pamiętnik. Rok 1940-1946”), choć tu i ówdzie przeszkadza mi chaotyczność: „Matka Sydzi bardzo chora (...). Staruszka — strasznie się męcząc z wycieńczenia — umarła. Jesteśmy z Sydzią same, a węzły naszej przyjaźni jeszcze bardziej zacieśniły się. Pracujemy dalej, mieląc na żarnach zboże. Sydzia sprzedaje resztki rzeczy na omastę i wciąż pilnuje, bym ja głodna nie była. Naprawdę Żydówka zakasowała katoliczki, odwdzięczyć się jej nie mam czym, bo to trudne do odwdzięczenia, jedynie jej mogę moją przyjaźń ofiarować” (Czajan, V 1945).
I kolejny fragment. Maria Aulich w żadnym razie nie fantazjuje, koloryzują i fantazjują poeci: „tak strasznie głodujemy, że zupełnie nam sił brak. Jak gdzieś zdechnie krowa, osioł, koń, to do godziny rozbierzemy, że śladu nie zostanie. (...) Są Polacy, którzy jedzą psy i koty, i jeże, ale ja jeszcze tego nie próbowałam” (Czajan, III 1945).

[1 III 2025]
© Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki