Wstaję. Patrzę. Jest sen. Patrzę w sen, ale widzę, że już po szarym niebie rozpływa się obudzenie, mówię więc bardzo szybko: były wszystkie na raz różne, różnobarwne pory świata! Była zapowiedź wiosny, wiosenny prążkowany płaszcz! Był człowiek w tym płaszczu, wybierający się gdzieś daleko, była winda na wpół naprawiona, ubielona w środku, należało skakać jak do łodzi ratunkowej i natychmiast się ubielać! Było chybotanie, niedokończenie rozmowy – słuchałam, nie ośmielając się. Dopóki są sny, można się nie ośmielać, wszystko będzie dobrze.
© Marta Zelwan