Można zaczynać od rzucania żwirowymi kamykami w budynku, który runął i utworzył jaskinię, kryjówkę, jamę, nocną marę, sen, w którym nikt nie chciałby się przebudzić, ale kamyki może ktoś usłyszy.
Można zacząć od deszczu, który rozpadał się rano.
Można stopniowo opuszczać tereny Pergamonii, plastikowe lalki na dnie przepaści, nigdy nie zapominając tej krainy, która uczy pewnych stylów uniwersalnej konieczności; można więcej niż byśmy nawet chcieli móc, można przekonać siebie, że wszystkie istoty ludzkie, czujące istoty, mają podobne rozeznanie i może to być wiara naiwna, która nigdy nie pojawia się na końcu, tylko na początku. (…).
© Marta Zelwan