Teraz dalej, wśród zdumiewających rzeczy, które są w ścianach, w plamach, w kałużach wielkości złotówki, do których się wpada, a tam poeta pisze na różowych kartkach z kołonotatnika coś, co ma być w swoim czasie utworem literackim, na razie są to pojedyncze słowa, dźwięki spisane według brzmienia, w nich zakodowane sprawy ogromne, oceaniczne, ocean jest tutaj i nigdzie, mieszkańcy oceanu śpią jeszcze w pokojach na dnie przedranka.
Jest to trailer filmu, który ktoś niesie w białym rulonie pod pachą; gdy go mijam, odwraca twarz, przechodzi na drugą stronę ulicy, wchodzi we wpółotwarte drzwi budynku z epoki dawnej, gdzie za ścianą wodną siedzi uboga kobieta w czerni i modeluje kapelusze.
© Marta Zelwan