Muszę zanotować, że jest osiem celsjuszy i wielkie słońce, i zostaliśmy we śnie uratowani, wszyscy ranni i chorzy, zagrzebani pod gruzami.
Sen był wielki, wreszcie zostało usłyszane moje bezgłośne rzucanie kamykami przez małą szczelinę w żelastwach, było to miejsce zagłębione, nie jaskinia, raczej budynek, który runął. Nagle nas usłyszano i ja usłyszałam ich, i mieliśmy być ratowani przez ludzi, którzy umieli obchodzić się z ciałem i krwią, bo tak właśnie jest, krew i rany,"Twarz Boga" według Drzeżdżona i pisanie, do którego wchodzi się przez tajemnicę.
marzec 2013
© Marta Zelwan