Nic nie wiedzą, niczego nie są pewni, mogę o tym czytać, bo nikt tu na razie nie umiera, z tym, że życie w Pergamonii wymyka się spekulacjom, a na środku placu stoi gilotyna do ścinania głów.
Przez okno obserwuję niebo nad ulicą.
Te białe ptaki, mewy czy rybitwy przylatujące znad stawów w mroźne dni, lecą wprost do okien jak ptaki Hitchcocka, głodne.
Widzi pan, mówi Angelika do Jonatana, wszystko na placyku znieruchomiało. Poza ptakami, które swobodnie przelatują.
Taki piękny mamy czas, dodaje. Nie sądzi pan, że w Pergamonii dzieje się obecnie coś ważnego?
Obecnie, mówi, chodzi o obecność, jestem tu.
© Marta Zelwan