wtedy, tej zimy, kiedy po raz pierwszy jadłaś śnieg, pojawili się mali ludzie, jakby dopiero co wyszli z zaspy. nikt wcześniej nie widział ich gestów, nie słyszał ich wtóru do dzwoneczków. po wielu latach przybyli znowu w powietrznej poczwarce - opowieści o światach równoległych, do których wchodzi się niepostrzeżenie i wychodzi z trudem; o miłości, która nie zna granic ani zakrzywionych horyzontów; o straconym czy też utraconym czasie. w życiu snów, które jest wszechczasowym życiem świata, mali ludzie zjawiają się, aby patrzeć na nas. każdy z nich to darowany nam świadomy obserwator. ktoś, kim nie jesteś, patrzący przez twoje oczy.