nowości 2026

Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo

Maria Jentys-Borelowska Moja Eliza

Konrad Liskowacki Pomurnik

Tomasz Majzel Święty spokój

Anna Maria Mickiewicz Po Sokratesie. Wiersze nie tylko filozoficzne

Gustaw Rajmus Angst

Karol Samsel Autodafe 9

Krzysztof Wacławiec W Pasie Oriona

książki z 2025

Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta

Jan Drzeżdżon Rotardania

Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]

Tomasz Hrynacz Corto muso

Jarosław Jakubowski Żywołapka

Wojciech Juzyszyn Efemerofit

Bogusław Kierc Nie ma mowy

Andrzej Kopacki Agrygent

Zbigniew Kosiorowski Nawrót

Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach

Artur Daniel Liskowacki Zimno

Grażyna Obrąpalska Poprawki

Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny

Uta Przyboś Coraz

Gustaw Rajmus Królestwa

Rafał Sienkiewicz Smutny bóg

Karol Samsel Autodafe 8

Karol Samsel Cairo Declaration

Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania

MAŁOMIASTECZKOWE ZRYWY, O winie (już było), o bieganiu (też) i poezji (teraz)

2014-12-31 10:46

Właśnie... Jak to wszystko ma się do poezji?

Bo można – jak pewien znajomy, mieniący się mianem poety – wpaść na spotkanie literackie i rzucić do zgromadzonej gawiedzi: „Jadąc do was [kilkanaście minut autobusem – przy. mój] skrobnąłem kilka wierszy. Nie są dopracowane. W sumie to takie sobie, ale jeden z nich wam zaprezentuję”.

Można. Ale czy to nie tak, jakby przyjść na Sylwestra (wszak dziś) do przyjaciół, a pani domu stawia na stół, dajmy na to, zrazy ze słowami: „Słuchajcie, nie wyszły zupełnie, bo miałam mało czasu, są właściwie niezjadliwe, ale jedzcie?”.

Można. Jeśli ktoś nie szanuje swoich odbiorców – można. Czy to słuchaczy, czy czytelników, czy widzów,  czy wreszcie konsumentów zrazów. Można rzucić im cokolwiek, wiedząc, że jest to chłam.

Ale można ofiarować rzecz dopieszczoną, dopracowaną skończoną. Oczywiście w odczuciu jej twórcy. Bo może okazać się, że jako kucharz częstuję kogoś czymś, co w moim odczuciu jest smaczne, ale takie być nie musi w rzeczywistości. Ale czym różnię się w tedy od tej sylwestrowej panienki? Tym, że szanuję swoich gości, bo daję im coś, co – w moim odczuciu – jest dobre.

Bo poezja – tak jak robienie win, jak i bieganie – uczy cierpliwości, wytrwałości, grzebania i ciągłego dłubania w słowie. Po co? Po to, by powstało arcydzieło na miarę Nike? Niekoniecznie. Czasem po prostu po to, by powiedzieć sobie: „Zrobiłem, co mogłem. Nic więcej nie jestem w stanie już tu poprawić. Idź – mój wierszyku – w świat, do ludzi i broń się sam. Bo ja już ci nie pomogę”.

Wypadałoby teraz te wszystkie trzy rzeczy połączyć z dzisiejszym dniem jakoś.

Może więc tak... Wina dziś pewnie nie braknie w tę sylwestrową noc; po winie dobrze „skrobnąć” jakiś wierszyk i później go dopieszczać przez następne dni. A bieganie? Jakże piękniej można zacząć Nowy Rok, jeśli nie od styczniowego potruchtania po pobliskim lesie...

No dobra – chodzi o spalenie kalorii po sylwestrowej nocy. A jednak proza, nie poezja...

© Zbigniew Wojciechowicz