nowości 2026

Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo

Maria Jentys-Borelowska Moja Eliza

Konrad Liskowacki Pomurnik

Tomasz Majzel Święty spokój

Anna Maria Mickiewicz Po Sokratesie. Wiersze nie tylko filozoficzne

Gustaw Rajmus Angst

Karol Samsel Autodafe 9

Krzysztof Wacławiec W Pasie Oriona

książki z 2025

Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta

Jan Drzeżdżon Rotardania

Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]

Tomasz Hrynacz Corto muso

Jarosław Jakubowski Żywołapka

Wojciech Juzyszyn Efemerofit

Bogusław Kierc Nie ma mowy

Andrzej Kopacki Agrygent

Zbigniew Kosiorowski Nawrót

Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach

Artur Daniel Liskowacki Zimno

Grażyna Obrąpalska Poprawki

Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny

Uta Przyboś Coraz

Gustaw Rajmus Królestwa

Rafał Sienkiewicz Smutny bóg

Karol Samsel Autodafe 8

Karol Samsel Cairo Declaration

Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania

MACHNIĘCIA, Smoleński dzienniczek 1

2018-09-06 15:29

4 września 2017, Toruń – Warszawa – Moskwa – Smoleńsk

Zjadłem czerwoną galaretkę z wiśniami w drodze do Moskwy. Wcześniej wszystko było polskie. Noc ciemna i wilgotna nade mną jakoś bardziej stała niż szła. Ja szedłem nie myśląc o galaretce, która poza kolorem i czymś miękkim w środku, co przypominało wiśnie maleńkie jak kopiejka, nic nie miała. Tego jeszcze wtedy, gdy szedłem pod nocą, nie wiedziałem, rozbudzony, zmarudzony o 2 w nocy. Ciągnąłem za sobą czarną pancerną torbę z moimi rzeczami: dwie marynarki, dwie pary spodni, siedem par skarpetek, gacie sztuk pięć, siedem T-shirtów, pięć koszul różnorakich i jedna gryząca, piżama z napisem „Crashly sleepy”, niebieski krawat w słonie, przybory toaletowe plus nożyczki plus blaszany kubek plus grzałka, pasek ze sztucznej skóry koloru bylejakiego, parę butów niebieskich, które bardzo lubię, kamizelkę niebieską, kamizelkę bordową, dwa długopisy, angielską herbatę ekspresową. Oraz wiozłem w niej gościńce dla koleżanek i kolegów Rosjan. Tuż przed 3 byłem na przystanku w oczekiwaniu na autobus do Warszawy, a stamtąd lotniskiem Szeremietiewo do Moskwy, i jeszcze dalej, z Dworca Białoruskiego поездом do Smoleńska.

Moja pancerna torba i ja witamy się z czekającymi na mnie przyjaciółmi, D. i jego żoną A. To za ich sprawą zamiast spać o 3 w nocy, jadę do Smoleńska z moją pancerną torbą. Widzę, że D. ma czerwoną walizę, do której koń mógłby wejść. No cóż, D. lubi zwierzęta, więc może. Czekamy na autobus do Warszawy. Noc stoi, czas idzie. Rozmowa nocna o rosyjskich przygodach A. i D. pod bystrym spojrzeniem Lenina z cokołu, który stoi na środku głównego placu w Smoleńsku. Ale też jakby trochę spacerował lub kroczył. Tak moi przyjaciele mówią, a ja mam głowę ciężką od pościeli, więc muszę im wierzyć. Przyjeżdża autobus między naszymi słowami, przerywa to, co mówimy. Ładujemy się z D., A. zostaje i macha nam na pożegnanie.

© Maciej Wróblewski