nowości 2026

Kazimierz Brakoniecki Ostre Bardo

Maria Jentys-Borelowska Moja Eliza

Konrad Liskowacki Pomurnik

Tomasz Majzel Święty spokój

Anna Maria Mickiewicz Po Sokratesie. Wiersze nie tylko filozoficzne

Gustaw Rajmus Angst

Karol Samsel Autodafe 9

Krzysztof Wacławiec W Pasie Oriona

książki z 2025

Maria Bigoszewska Gwiezdne zwierzęta

Jan Drzeżdżon Rotardania

Anna Frajlich Pył [wiersze zebrane. tom 3]

Tomasz Hrynacz Corto muso

Jarosław Jakubowski Żywołapka

Wojciech Juzyszyn Efemerofit

Bogusław Kierc Nie ma mowy

Andrzej Kopacki Agrygent

Zbigniew Kosiorowski Nawrót

Kazimierz Kyrcz Jr Punk Ogito na grzybach

Artur Daniel Liskowacki Zimno

Grażyna Obrąpalska Poprawki

Jakub Michał Pawłowski Agrestowe sny

Uta Przyboś Coraz

Gustaw Rajmus Królestwa

Rafał Sienkiewicz Smutny bóg

Karol Samsel Autodafe 8

Karol Samsel Cairo Declaration

Andrzej Wojciechowski Nędza do całowania

MACHNIĘCIA, Podlaska jazda we wrześniu 3

2016-03-11 13:50

Ja do Podlasia południowego już ciągnąłem, już ‘szłem’ z przeszłością nie swoją, ale dziadkową – Przestrzelski Jan, co na Czerwonych Bagnach bił się i był ‘ranion’, ‘urodzon’ w Mścichach, a pomarł w szpitalu w Aleksandrowie Kujawskim. Czyli na Kujawach. On Podlasiak patrzył ostatni raz nie na Biebrzę i Czerwone Bagna, ale na kujawskie niebo, na liche drzewo wbite od dziesiątków lat w piach, na jadącego rowerem po krzywym chodniku w Aleksandrowie Kujawskim. Napisał był przed śmiercią na karteluszku, bo mówić już nie mógł, nie chciał. Oto jest ten karteluszek przepisany słowo w słowo: „Wybaczcie ja narozrabiałem pielęgniarkom”. Jak ja ten jego karteluszek odcyfrowałem, przeczytałem na głos zebranym wokół jego łoża śmiertelnego, to zamieszanie się zrobiło, bo dziadek Przestrzelski Jan dobry był i sumienny, bo wojował na Czerwonych Bagnach pod komendą niejakiego Wiktora Konopki pseudonim „Grom”. Tak to się czasem człowiek na koniec odmienia i pokazuje na co go jeszcze stać.

Bokiem szerokim jak wieloryb mijamy Warszawę. Tniemy równo pod dachami jakimiś. Gęsto, dżdżysto. Śliskie objazdy. Dłuży się ta wielorybia droga i już teraz żałuję, że trzeba było nie „Jedynką”, nie „Dwójką”, ale jakimiś zakolami drogowymi, bocznymi, nęcącymi mazowieckimi rupieciami podmalowanymi funduszami europejskimi. Viola mówi, że odyseje nam teraz niepotrzebne, bo czasu szkoda. Jazda autostradowa jest chłodna i skalkulowana, nieludzka.

© Maciej Wróblewski